Stereotyp na drodze

Udostępnij na:

W mentalność statystycznego Kowalskiego i Nowaka niejako wpisane jest zaprzątanie sobie umysłu stereotypami i ludowymi mądrościami. Jak wiadomo ? w dużej mierze są to krzywdzące opinie powstające w osiedlowych sklepikach i innych miejscach spotkań domorosłych specjalistów. Jakimi stereotypami kierujemy się na drodze?

Większość z nas, widząc za kierownicą starszego jegomościa lub panią w kapeluszu lub innym moherowym nakryciu głowy, wnet ucieka na przeciwległy pas ruchu w obawie przed nieprzewidzianymi zachowaniami. Podobnie reagujemy mijając na drodze zagubioną blondynkę w miejskim toczydełku, wiecznie zajętą poprawianiem swego image?u we wstecznym lusterku. Z kolei zdaniem niektórych znawców ulicznych obyczajów, zgoła odmienne sympozjum medyczne powinno zostać poświęcone miłośnikom sportowej odzieży (obowiązkowo ortalionowej) współgrającej z śnieżnobiałym obuwiem.

Emeryci i renciści

W cywilizowanych państwach Zachodniej Europy już od wielu lat funkcjonują instrumenty prawne dbające o odpowiedni stan zdrowia kierowców. Cykliczne i wnikliwe badania przechodzą obligatoryjnie wszyscy zmotoryzowani po przekroczeniu określonego wieku, bez względu na przebyte choroby i znajomości w wydziale komunikacji. Kierowca, który zdaniem komisji lekarskiej nie spełnia wymagań zdrowotnych, traci uprawnienia i tym samym zmuszony jest przesiąść się do komunikacji zbiorowej. W ten sposób z dróg znikają niebezpieczni uczestnicy ruchu. Problem jednak w tym, że w polskich realiach przedłużenie ważności prawa jazdy jest sprawą dziecinnie prostą. Wystarczy udać się do ?odpowiedniego? lekarza i przedstawić mu ?przekonywujące? argumenty, by przez kolejne lata siać postrach na ruchliwych ulicach. Podróżując po Warszawie, Łodzi, Poznaniu czy Krakowie każdego dnia spotykamy starszych gentlemanów w wiekowych kapeluszach tudzież damy, obowiązkowo w stylowych beretach na głowie. Część z nich ?znająca? przepisy ruchu drogowego porusza się najczęściej lewym pasem z (zawrotną) prędkością z rzadka przekraczającą 45 km/h. Na domiar złego ? tacy niedzielni kierowcy niezbyt często zwracają uwagę na innych kierowców. Nagła zmiana pasa? Żaden problem, wystarczy przecież zdecydowanie skręcić kierownicą i po sprawie. O problemach parkingowych starszych państwa i słyszalnych trudnościach w obsłudze sprzęgła nie warto nawet wspominać.

Kobiety i blondynki

Gros mężczyzn wychodzi z założenia, jakoby kobieta nigdy nie powinna się znaleźć za kółkiem. Panowie krzywo spoglądają na motoryzacyjne poczynania swych matek, żon, córek, a nawet kochanek. Wedle obiegowej opinii, każda przedstawicielka piękniejszej płci po prostu nie potrafi prowadzić. Parkingowe otarcia, spalone sprzęgło ? to wedle stereotypowego przekazu chleb powszedni ?baby za kierownicą?. Problem jednak w tym, że niektóre panie w rzeczywistości kunsztem jazdy zawstydzają rzesze facetów zaślepionych w ekrany komputerów. Pewność, zdecydowanie i rozeznanie w motoryzacyjnym świecie również, choć nie często, jest przymiotem wybranych dam. Wróćmy jednak do sedna sprawy ? typowych bolączek pań trzymających prawa jazdy w odmętach wszystko mających torebek. Zaparkowanie Toyoty Yaris lub innego mieszczucha sprawia niemałe trudności ? zwłaszcza pod zatłoczonymi centrami handlowymi pełnymi najróżniejszych sklepów. Przeczesując bezkres internetu, często natrafiamy na kilkuminutowe kompilacje kobiecych dokonań. Oglądając je, pomiędzy ocieraniem stróżek łez wywołanych donośnym śmiechem, zobaczymy głównie ujęcia z osiedlowych parkingów i tym podobnych ?niegościnnych? lokalizacji. Cóż, jedynym dotychczas znanym antidotum na wspomniane braki, są jazdy doszkalające i wytrwały trening.

Miejski lans…

Za sprawą wiernej rzeszy miłośników do niektórych marek przylgnął niezbyt pożądany stereotyp: auta dla dresiarza lub innego pozera. Mowa tu głównie o BMW i Volkswagenach, padających ofiarami wspomnianych fanów. Oczywiście ? już na wstępie spieszę z wyjaśnieniami, iż poniższe wersy nie dotyczą prawdziwych zapaleńców doprowadzających swe nastoletnie wehikuły do perfekcyjnej kondycji. Jak wiadomo, obydwie niemieckie wytwórnie z założenia produkują samochody skierowane do zgoła odmiennej klienteli, różniącej się nie tylko grubością portfela. Na rynku wtórnym nie ma to jednak znaczenia, bowiem leciwe modele BMW i VW z równą częstotliwością spotkamy pod sklepem monopolowym, klubem czy podmiejską remizą. Powróćmy jednak jeszcze na chwilę do dresiarzy i ich podejścia do automobilizmu. Kluczowym kryterium przyświecającym poszukiwaniom używanego BMW jest tylny napęd, pozwalający popisać się przed osiedlową śmietanką towarzyską kunsztem za kierownicą ? czyli ?paleniem gumy? w miejscu tudzież bezwładnym kręceniem się w kółko. Także w przypadku aut VW liczy się możliwość zamontowania ?profesjonalnej? instalacji audio ? z tubą basową wprost z marketu ? zagłuszającej nierówną pracę zużytego już silnika i łomot zawieszenia. Na szczęście niezwykle łatwo zawczasu dostrzec bądź poznać dresiarza przemierzającego wielkomiejskie arterie (lub prowincjonalne szlaki). ?Markowa? czapka uciskająca krótko ostrzyżoną czaszkę, ich zdaniem doskonale współgra z dumnie wystawionym łokciem, jak i gustownymi naklejkami PIONIER lub ALPINE na aucie. Byłbym zapomniał: majestatyczny przejazd przez miasto (lub wieś) w towarzystwie innych światłych umysłów odbywa się zazwyczaj w akompaniamencie jakże wyszukanej ścieżki dźwiękowej.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *